Talent nigdy nie zniknie. O’Connell kontynuuje europejski sen!

Dla wielu, napisałbym wręcz, że dla większości, bohaterem tego sezonu jest Daniil Medvedev. I trudno z tym polemizować – Rosjanin szturmem wdarł się do TOP 10 rankingu ATP i nic nie wskazuje na to, aby miał to być jedynie kilkutygodniowy epizod. Wielu również uważa, że 23-latek przewodzi w klasyfikacji tenisistów, którzy mają najwięcej wygranych meczów w 2019 roku. Z tym jednak już się nie mogę zgodzić – jego 43. zwycięstwa blado wyglądają przy tym, czym może się pochwalić Christopher O’Connell, który po wielu latach niepowodzeń, jest na dobrej drodze, aby tym razem spełnić swoje marzenia.

Christopher O’Connell to nie jest 25-letni tenisista, który wziął się w tym roku znikąd i nagle zaczął seryjnie wygrywać mecze i turnieje. Reprezentant Australii poważną przygodę z tenisem rozpoczął w wieku 16 lat – wprawdzie trenował ten sport wiele lat wcześniej, ale dopiero wówczas zdał sobie sprawę z tego, że naprawdę stać go na dobre wyniki, przez co zaczął całkowicie skupiać się na zrobieniu kariery. Szło mu bardzo dobrze – po świetnym 2016 roku, w którym wygrał pięć imprez rangi ITF oraz z bardzo dobrej strony pokazał się w turnieju ATP Challenger w Sibiu, gdzie doszedł do półfinału, można by rzec, że zaczęło się dla niego nowe życie. Kolejny sezon rozpoczął w rodzinnym Sydney, gdzie przebrnął eliminacje do turnieju ATP, a następnie w pierwszej rundzie postraszył notowanego wówczas w TOP 100 Gastao Eliasa. O’Connell kilka dni później zaliczył jak dotychczas najważniejszy występ w karierze – na Rod Laver Arenie miał okazję skonfrontować się z Grigorem Dimitrovem. Chociaż Bułgar pewnie wygrał w trzech setach, to australijski zawodnik pokazał, iż stać go na niezłe granie. Ostatnim pozytywnym akcentem w tej części kariery O’Connella był awans na najwyższą pozycję w karierze. 6 lutego 2017 roku był 219. zawodnikiem świata.

Później rozpoczęły się jego problemy zdrowotne – najpierw “dobrało” się do niego zapalenie płuc, które nie chciało odpuścić przez kilka miesięcy. Wprawdzie tenisista pochodzący z Sydney stosunkowo szybko wrócił na kort, to jednak stanowczo ucierpiała na tym jego zdolność do osiągania dobrych wyników, a przede wszystkim odpowiedniego rozwoju. Gdy mogło się wydawać, że nic gorszego, niż druga część 2017 roku mu się nie może przytrafić (cały sezon zakończył z bilansem 21-27), to po rozegraniu dwóch turniejów w nowej kampanii, z powodu zapalenia ścięgien mięśnia podkolanowego, musiał zrobić sobie sześciomiesięczną przerwę. O’Connell wrócił do gry w połowie lipca i od razu skupił się na rywalizacji w europejskich turniejach na kortach ziemnych. W żadnym z nich jednak nie doszedł dalej, niż do ćwierćfinału, co spowodowało, że w jeden z listopadowych poniedziałków był notowany na bardzo odległym, 1295. miejscu w rankingu.

Nie sprzyjało mu również to, że wraz z rozpoczęciem 2019 roku wprowadzono reformę ITF, po której powstały dwa rankingi i pośrednio przez to został zmuszony do gry wyłącznie na poziomie ITF. O’Connell jednak nie poszedł śladem większości, która walczyła o swoje prawa poza kortem, tworząc między innymi petycję podpisaną przez ponad 15 tysięcy osób. 25-latek również zamierzał walczyć, ale na korcie. Po kilku obiecujących startach w Australii przeniósł się do Europy. gdzie chciał rozpocząć swoją drogę. – Zdecydowałem, że spróbuję to zrobić. Grając prawie co tydzień chciałem uzyskać jak najlepszy ranking ITF. 

Dom z dala od domu

We wcześniejszej części  słowo “Europa” kilka razy przewinęło się obok nazwiska O’Connell. Możecie sobie pomyśleć: co do licha Australijczyk robi na kortach ziemnych na naszym kontynencie? Odwiecznym problemem Australijczyków jest planowanie europejskich startów, bo jak wiadomo – nie mogą sobie oni pozwolić na pojedyncze występy, po których wracają do ojczyzny. I tak właśnie bohater naszego tekstu znalazł swój drugi dom w Belgradzie. Wprawdzie stolica Serbii ma niewiele wspólnego ze słonecznym Sydney, to jednak O’Connell nie zamierza narzekać. W tym mieście ma swoją bazę treningową, może również liczyć na porady trenera czy pomoc fizjoterapeuty. Wszystko dzięki znajomości, którą nawiązał z serbskim tenisistą – Danilo Petroviciem. – Kilka lat temu, gdy grałem w turniejach Challengerowych, poznałem kilku serbskich tenisistów. Opowiedziałem im o moim problemie. Chodziło o to, że jako Australijczyk, nie mogę wracać do domu po każdym turnieju, bo to po prostu za daleko. Petrovic zasugerował, abym przeniósł się do Belgradu. To zupełnie inny styl życia, niż ten, do którego przywykłem u siebie w Sydney. Belgrad to interesujące miasto, ale preferujące inną kulturę. Co się może wydawać dziwne – bo jestem w pełni Australijczykiem – za każdym razem, gdy tam wracam, wydaje mi się, że w pewnym stopniu wracam do domu. Bardzo dobrze posiadać takie uczucie w dniach, kiedy odpoczywasz od startów.

W pogoni za słońcem

O’Connell w Europie nieprzerwanie jest od kwietnia – od tego czasu zdążył wystąpić w 14 turniejach, w których aż 11 razy dochodził do finału – wygrał trzy z nich. Chociaż grywał najczęściej w miejscach, które są bardzo odległe od imprez głównego cyklu, to jednak głównie bośniackie, ale również tureckie czy węgierskie starty, pozwoliły mu na zanotowanie ogromnego progresu. Sezon rozpoczął nie będąc notowanym w rankingu ATP. Chcąc nie chcąc – przez starty w ITF-ach, nie miał zbyt wielu szans na ponowne zaistnienie w nim. Poprawiała się za to jego pozycja w klasyfikacji ITF, która po serii świetnych rezultatów była na tyle wysoka, że pozwoliła mu na uzyskiwanie specjalnych przepustek do imprez ATP Challenger Tour.

Zaczęło się od San Benedetto i Tapmere, gdzie O’Connell doszedł do drugiej rundy. Przełomowy moment miał miejsce w Sopocie, gdzie na moich oczach (tak, chwalę się), po wyśmienitym meczu w jego wykonaniu, uporał się z Tommym Robredo, a następnie zmagania zakończył na 1/8 finału. Mając okazję obejrzeć jego wszystkie mecze rozegrane nad polskim morzem, natychmiast zakomunikowałem Wam, że to naprawdę ciekawy zawodnik. Mimo braku jakiegoś specjalnie wyróżniającego się uderzenia, na tle innych graczy na poziomie Challengerowym, nie było widać u niego słabych stron.

Zakończył się jak dotychczas najlepszy tegorocznej edycji Sopot Open! 👏🔥Christopher O’Connell sprawił ogromną…

Opublikowany przez Serwis na zewnątrz – tenisowy blog Michała Pochopień Środa, 31 lipca 2019

Życie w tourze, będąc zdanym tylko i wyłącznie na siebie, dodatkowo przebywając daleko od domu, nigdy nie należy do łatwych zadań. Bardzo często tenisiści opisują to jako doświadczenie, które powoduje u nich izolacje oraz osamotnienie. O’Connell jednak ma się dobrze. – Jestem sam od kwietnia. Nauczyłem się być dobrym we własnej firmie, jeśli można to tak nazwać. Raczej jestem osobą zamkniętą w sobie, dlatego – chociaż brzmi to smutnie – nie jest dla mnie problemem być samotnym przez kilka tygodni.

Dlaczego Europa? – Lubię grać w tenisa w cieplejszych warunkach, więc wszystkie te turnieje były najlepsze, jeśli chodzi o względy pogodowe. Dodatkowo grałem tylko na mączce, co w porównaniu do rywalizacji na kortach twardych, jest lepsze dla ciała.

Długo nie trzeba było czekać na potwierdzenie moich powyższych słów. O’Connell po rywalizacji w Sopocie zrobił sobie tydzień przerwy, a później wziął udział w Challengerze w Cordenons, gdzie wrócił do gry ze zdwojoną siła. Chun-Hsin Tseng, Nicolo Inserra, Tomislav Brkic, Francisco Cerundolo, Zsombor Piros, Jeremy Jahn – żaden z nich nie potrafił znaleźć sposobu na tenisistę, który przecież na swoim koncie w tym roku ma już prawie 80 rozegranych spotkań! To nie przeszkodziło mu w wygraniu czwartego, ale zarazem najcenniejszego, tytułu w karierze! Zawodnik z Sydney dzięki triumfowi w Cordenons przesunie się na początek trzeciej setki rankingu ATP.

Mimo, że nie można porównywać rozgrywek głównego cyklu do zawodów rangi ITF, czy nawet ATP Challenger Tour, to nie można przejść obojętnie wyczynu O’Connella, który w 2019 roku wygrał już 61 meczów – pod tym względem jego plecy oglądają wszyscy – nawet Roger Federer, Rafael Nadal, czy Novak Djokovic! 11 finałów, cztery tytuły – to tylko powinno utwierdzić nas w przekonaniu, jak długą oraz krętą drogę trzeba pokonać, aby dołączyć do szerokiej czołówki. Jego droga na przedmieścia wielkiego tenisa – bo tak można nazwać zadomowienie się na poziomie ATP Challenger Tour – prowadziła przez imprezy najniższej rangi, często rozgrywane w bardzo obskurnych miejscach. Chapeau bas panie O’Connell!

Talent nigdy nie zginie

O’Connell, jak każdy z nas, ma swoje marzenia. – Byłoby miło, gdyby udało mi się awansować na taką pozycję, która pozwoliłaby mi na występ w eliminacjach do Australian Open bez konieczności dostania dzikiej karty. Mam za sobą sporo trudnych lat. Zawodnicy jednak wiedzą, że mają potrzebny talent do przejścia na odpowiedni poziom. Talent przecież nigdy nie zginie – skwitował Australijczyk, który dzięki katorżniczej pracy wykonanej w tym roku, stworzył sobie ogromną szansę. 25-latek do końca obecnego sezonu ma do obrony zaledwie kilkanaście punktów, co powoduje, że utrzymanie obecnej dyspozycji pozwoli mu na spełnienie większej ilości celów, a nie tylko dostania się do eliminacji wielkoszlemowej imprezy w Melbourne.

źródło / fot. tennis.com.au / Sopot Open

1 Komentarz

Dodaj komentarz

UA-120295791-1