Szukanie pracy, nauka do matury, budowa kortu – co robią tenisiści i tenisistki podczas pandemii koronawirusa?

Brak tenisowych turniejów to nie koniec świata – co do tego, musimy się umówić już na wstępie. To natomiast nie wyklucza, iż wielu osobom wyraźnie skomplikowało się życie. Tak, jak przeciętny Kowalski z powodu pandemii koronawirusa nie może pracować, przez co może brakować mu środków do życia, tak tenisiści i tenisistki także znaleźli się w patowej sytuacji. Z poniższego tekstu dowiecie się, jak zawodnicy z naszego krajowego podwórka radzą sobie z tą sytuacją i czy według nich skończy się na planowanych 12 tygodniach “przerwy”, czy “urlop” potrwa dłużej..

Mimo, że pierwsze poważne wieści dotyczące koronawirusa dochodziły do nas z Chin już w styczniu, to zapewne niewielu z nas traktowało je poważnie. Pewnie ze względu na to, że od Azji dzielą nas tysiące kilometrów, a przecież u nas życie toczyło się normalnie. Sytuacja zmieniła się, gdy wirus błyskawicznie zaczął rozprzestrzeniać się w Europie i torpedować życie wielu ludzi. Społeczeństwo tenisowe jego wpływ po raz pierwszy odczuło 22 lutego, kiedy to z powodu pierwszych zarażeń odwołano finał turnieju rangi ATP Challenger Tour we włoskim Bergamo. Kto mógł się spodziewać, że do skutku nie dojdą także imprezy w Indian Wells oraz w Miami, a tenis, który podobno nigdy nie śpi, zostanie wstrzymany przynajmniej (słowo klucz) do czerwca.

Tak, jak już wspomniałem we wstępie, co zrobiłem specjalnie, gdyby ktokolwiek miał ochotę się doczepić: nie mam zamiaru robić ofiar z tenisistów, bo wiele grup społecznych znalazło się w trudniejszej sytuacji, ale to zarazem nie oznacza, że im jest łatwiej. Ludzie, którzy przez większość roku są w ruchu – czy to na korcie, czy korzystając z różnych środków transportu, gdy podróżują z jednego krańca świata na drugi – teraz, nie wiedząc zupełnie nic o swojej przyszłości, muszą odnaleźć się w nowej rzeczywistości. A, że tenisiści i tenisistki nie grając w turniejach nie zarabiają, to nie jest to najłatwiejsza sytuacja i niekoniecznie potrafią się skupić wyłącznie na ładowaniu baterii na dalszą część roku.

Bardzo się cieszę, że na poważnie rozpoczynam grę w zawodowych rozgrywkach

Aby przedstawić Wam ich sytuację z różnych perspektyw – bo jak wiadomo, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia – poprosiłem polskich zawodników o kilka zdań komentarza – w kontekście tego, jak radzą sobie z tym, co ma miejsce oraz czy uważają, że tenisowe rozgrywki wrócą po wspomnianych 12 tygodniach przerwy. Będziemy dżentelmenami i głos oddamy najpierw kobietom.

Katarzyna Kawa (125. tenisistka rankingu WTA):

Na tę chwilę najbardziej myślę o ochronie moich bliskich. Od przylotu do Polski unikam kontaktów z innymi ludźmi, nie mam przymusowej kwarantanny, ale chcę się upewnić, że nie będę nikogo zarażać. Pewne jest, że nie będę w ciągłym treningu i dyscyplinie przez najbliższe 12 tygodni. Priorytetem na ten czas jest utrzymanie formy fizycznej. Zobaczę, jak będzie się rozwijać sytuacja, rozpocznę okres przygotowawczy, kiedy będzie znany termin wznowienia turniejów. Wydaje mi się, że 12 tygodni nie wystarczy na całkowite uporanie się z problemem. Miejmy nadzieję, że będzie inaczej. Nie mam jeszcze konkretnych planów na najbliższą przyszłość. Myślę, że spróbuję znaleźć jakieś zajęcie/pracę, jak odpocznę i będę miała taką możliwość. Wszystko zależy od tego, jak długo potrwa przerwa.

Martyna Kubka (870. tenisistka rankingu WTA):

Po powrocie z RPA odbywam obowiązkową kwarantannę domową przez 14 dni. Mam trochę czasu na odpoczynek i naukę, bo teoretycznie za półtora miesiąca mam mieć maturę. Na pewno teraz szkoła ma priorytet nad tenisem. A z treningami to zobaczymy, jak to będzie, kiedy otworzą obiekty. Wiem też, że może być możliwość grania w prywatnych klubach. Mam również to szczęście, że mam kort na ogrodzie. Myślę, iż wstrzymanie rozgrywek na 12 tygodni to dobry pomysł, bo niestety sytuacja na razie się pogarsza, a zdrowie jest najważniejsze. Mam nadzieje, ze nie będzie potrzeby przedłużania przerwy.

Kamil Majchrzak (108. tenisista rankingu ATP):

– Sytuacja nie jest łatwa dla żadnego tenisisty na świecie. Nasz sport został wstrzymany na ponad dwa miesiące, a nasze życie kompletnie ulega zmianie. Czekamy na informację od ATP. Oni również mają ogromną zagwozdkę. Ja generalnie jestem bezrobotny od początku roku, ale trzeba sobie radzić. Uważam, że termin, kiedy wrócimy do gry zależy od tego, jak świat sobie poradzi z koronawirusem. Z drugiej strony tenis nie jest jedynym sportem, który został wstrzymany przez tę sytuację. Najważniejsze jest to, aby zatrzymać liczbę zachorowań oraz liczbę zgonów. Świat jednak już nigdy nie będzie taki sam, a tenis będzie przeżywał trudne chwile nawet, gdy już wrócimy do grania.

Karol Drzewiecki (170. deblista rankingu ATP):

– Moim zdaniem istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że przerwa od gry zostanie jeszcze przedłużona. Każdy sport jest wstrzymany, więc można powiedzieć, że żaden sportowiec nie zarabia. My jako tenisiści mamy jednak taki problem, że odwołują nam ligi. Już na pewno nie zagramy w Niemczech oraz we Włoszech, a jak wiadomo, jest to fajny zastrzyk gotówki. Na tyle fajny, że zarabiamy tam na możliwość występów w zawodowych imprezach. Teraz sytuacja będzie skomplikowana. Z jednej strony warto byłoby zrobić teraz coś w rodzaju okresu przygotowawczego, ale z drugiej strony przecież nie wiemy, czy po 12 tygodniach faktycznie wrócimy do gry. 

Szymon Walkow (173. deblista rankingu ATP):

– Szczerze mówiąc w obecnej sytuacji ciężko mówić o tenisie, ponieważ to co się dzieje na świecie, jest o wiele poważniejsze i ważniejsze niż tenis, zarobki tenisistów, kalendarz turniejów itd. W tym momencie najważniejsze, aby jak najwięcej ludzi pozostało zdrowych i bezpiecznych! Co do mojej osobistej sytuacji, to na pewno jest wiele negatywnych skutków. Pozostaję bez udziału w turniejach, rywalizacji, a co za tym idzie oczywiście zarobków. Rozmawiałem również z przedstawicielami klubów w Niemczech i Włoszech, w których występuje, i szanse, że rozgrywki ligowe się odbędą, są minimalne, co powoduje kolejne straty dla tenisistów. Ciężko mi ocenić, ile to wszystko potrwa. 12 tygodni wydaje się być optymistyczną wersją, ale mi wydaj się, że nie obejdzie się bez dłuższej przerwy.

Jan Zieliński (278. deblista rankingu ATP):

– Szczerze mówiąc jest to bardzo ciężka sytuacja dla nas tenisistów z wielu względów, aczkolwiek na świecie dzieją się aktualnie o wiele poważniejsze rzeczy, niż zagranie kilku dodatkowych turniejów. Oczywiście, że zabiera nam to pracę, zajęcie, praktycznie wszystko czym żyjemy, ale niestety nie mamy (jako pojedyncze jednostki) większego wpływu na to co się dzieje na świecie i aktualnie najważniejsza jest troska o zdrowie własne i najbliższych. Każdy z tenisistów, z którymi mam kontakt, utrzymuje formę na tyle ile tylko pozwalają warunki i cierpliwie monitoruje dalszy rozwój wydarzeń. Niestety musimy czekać aż ponownie zrobi się bezpiecznie na świecie, aby kontynuować zawodowe rozgrywki. Czy to będzie za 12 tygodni, czy za więcej – ciężko mi to aktualnie ocenić. Nie jestem ekspertem. Zostawiam działanie lekarzom, specjalistom. a ja dokładam póki co swoją, mała cegiełkę w postaci zostawania w domu. Tak jak każdy powinien.

Daniel Michalski (428. tenisista rankingu ATP):

– Sytuacja jest bardzo ciężka, ale też poważna. Uważam, że działania ITF, ATP związane z anulowaniem turniejów są słuszne, gdyż w niektórych krajach sytuacja jest bardzo zła. Mam nadzieję, że 12 tygodni będzie wystarczające, ale jeśli wirus wciąż będzie się rozprzestrzeniał, to nie będą mieli wyboru i ta przerwa będzie jeszcze zwiększana. Co to oznacza dla mnie? Ogólnie, to treningi w Warszawie i oczekiwanie na możliwość gry w turniejach.

Mateusz Terczyński (1677. tenisista rankingu ATP):

– To jest dla nas dziwna sytuacja – nie wiemy, kiedy zagramy, jak się przygotować. Inna sprawa, że nie grasz turniejów, to nie zarabiasz. Ja jednak szukam pozytywów i wykorzystam ten czas, aby się polepszyć. Gdy to się skończy, chcę być lepszym człowiekiem i zawodnikiem. Chcę, aby ta przerwa zrobiła dla mnie różnicę – grać lepiej, wygrywać więcej meczów. Trudno jednak się przygotować, bo możesz przepracować najbliższe tygodnie na maksa, aby później się dowiedzieć, że jednak nadal nie gramy. Najważniejsze, żeby się psychicznie nie obciążyć. Wkrótce miała się odbyć liga w Niemczech, w której występ praktycznie pozwala pokryć wydatki na większą część startów w sezonie. Teraz nie wiadomo, czy się odbędzie. Pod względem finansowym jest to bardzo trudne, bo nie wiesz, czy dostaniesz oczekiwany przychód. Gdy zaczniesz o tym myśleć, to można zacząć martwić się na maksa. Sam próbuję mieć dobre nastawienie, ale mam sporo znajomych, którzy teraz odpuszczają, bo po prostu im się nie chce. W tym wolnym czasie wraz z moim tatą budujemy kort na ogrodzie – już wcześniej mieliśmy taki plan, ale teraz, gdy korty są pozamykane, trudno znaleźć miejsce do treningu. Pewnie ściągnę tutaj kilku zawodników, aby miał z kim trenować.

Maks Kaśnikowski (43. junior rankingu ITF):

– Dla mnie ta przerwa i całe zawieszenie rozgrywek nie robi wielkiej różnicy, bo na początku roku grałem naprawdę dużo. Zbudowałem wysoki juniorski ranking, więc mi się teraz nigdzie nie śpieszy. Mogę tylko czekać na dalszy rozwój sytuacji. Mam przede wszystkim nadzieję, że odbędą się wszystkie wielkoszlemowe imprezy. A czas, podczas, którego nie będą rozgrywane turnieje, spędzę z rodziną, czego nie mogłem robić wcześniej, bo ciągle byłem w rozjazdach. Dodatkowo będę mógł nadrobić szkołę, a gdy będzie bliżej do powrotu, to dalej będę ciężko trenować i budować formę. Teraz najważniejsze jest to, aby opanować koronawirusa. Aby jak najwięcej osób pozostało zdrowych i żeby wszystko szybko się skończyło. A czy uda się wznowić rozgrywki w czerwcu? Myślę, że tak. Uważam, że do tego momentu turnieje znów będą rozgrywane. Może nie przy pełnych trybunach, ale organizacje, jak ATP, WTA i ITF zrobią wszystko, aby wrócić jak najszybciej, bo przecież one najwięcej na tym tracą.

*notowanie rankingu z 16 marca 2020r.

Dodaj komentarz

UA-120295791-1