“Praworęczna wersja Rafaela Nadala”. Poznajcie historię Jasona Kublera

“Na koncie bankowym miałem 14 centów”, “Przez pięć czy sześć lat mogłem grać tylko na mączce”, “Za dobry sezon zostałem wynagrodzony jedynie PIĄTĄ operacją”, “Nie chcę w wieku 35 lat używać laski”.

Trudno uwierzyć, ale powyższe cytaty to słowa zawodnika, który 10 lat temu został mianowany “praworęczną wersją Rafaela Nadala”. Niestety jego kariera nie potoczyła się tak, jak przewidywano. Co miało na to wpływ i jaka jest historia Jasona Kublera?

W 2017 roku na koncie bankowym miałem 14 centów. Jeszcze nie wiem gdzie, ale zamierzam sobie zrobić tatuaż z tą liczbą. Będzie mi on przypominał, jak nisko byłem – napisał Jason Kubler w Player Voice. Liderowanie w juniorskim rankingu ITF, poprowadzenie Australii do triumfu w juniorskim Davis Cup 2009 bez porażki w singlu oraz w deblu, gra w turnieju głównym Australian Open w wieku 16 lat. Drzwi do raju otwarte na oścież. Co więc poszło nie tak?

Dobre złego początki

W juniorach byłem numerem jeden na świecie. Po turnieju Davis Cup mówiono o mnie “praworęczny Rafael Nadal”. Miałem sponsorów i zarabiałem łatwe pieniądze. To wszystko się skończyło i nagle pomyślałem “Co ja teraz robię?”. Jestem smutny, moja mama musi mi gotować posiłki, bo nie mam pieniędzy. Nie wychodzę z domu, bo po prostu jestem smutny.

Mówiąc dosadnie: Kubler po prostu zderzył się ze ścianą. – To była trudna sytuacja, bowiem gdy byłem młodszy, to wszystko łatwo do mnie przychodziło. To było inne doświadczenie, bo musiałem zacząć prosić ludzi, aby cokolwiek mieć. Miałem prostą regułkę “Jestem gotowy robić cokolwiek”.

***

Wszystko zaczęło się dawno temu. Jego problemy zdrowotne rozpoczęły się jeszcze za czasów bycia nastolatkiem – wtedy nie spodziewał się, że pierwszy uraz będzie jednym z wielu. – Oh, mam zaledwie 14 lat, kontuzja mnie nie złamie i szybko wrócę do gry. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to chroniczne problemy. Dopiero po czwartej kontuzji zdałem sobie z tego sprawę. Wtedy pomyślałem: “To jakiś żart”. Na szczęście wszystko kończyło się artroskopią kolana i wracałem po siedmiu, czy ośmiu tygodniach. 

Mączka albo nic

Kubler piątą operację w karierze przeszedł, gdy liczył 20 wiosen. Wtedy zniknął z pola widzenia na cztery miesiące. To jednak nie było najgorsze, co go spotkało – to nadeszło po szóstym zabiegu, kiedy zdrowotna banicja trwała rok i dwa miesiące. Ciosy nadchodziły z różnych stron i nie były powodowane wyłącznie sprawami zdrowotnymi, choć były od nich uzależnione. Co jest najważniejsze dla australijskich tenisistów? Oczywiście, że Australian Open. O czym w takiej sytuacji marzyć miał gracz, któremu w wieku 18 lat zabroniono rywalizować na kortach twardych?

View this post on Instagram

Yeahhh acupuncture

A post shared by Jason Kubler (@jasonkubler) on

Z powodu problemów z kolanami mogłem grać na mączce albo nigdzie. To trwało przez pięć albo sześć lat. Przynajmniej nie musiałem się przejmować mitycznym problemem po zmianie nawierzchni. To była kara. W Melbourne trwało Australian Open, a ja gdzieś w Stanach Zjednoczonych grałem w Futuresie. Było tak nawet wtedy, gdy mój ranking wystarczał, aby wystartować w eliminacjach. Najtrudniejszy był 2014 rok. Wtedy zakręciłem się w okolicy 140. miejsca na świecie i miałem szansę na dostanie dzikiej karty do turnieju głównego. Jak się przygotować do niego, gdy nie ma się nic wspólnego z twardymi kortami? Powiedziałem sobie wtedy: Cóż, będę trenował na mączce, a tydzień przed turniejem przejdę na hard i jakoś to będzie!

Do niczego jednak nie doszło. Wprawdzie rozmowy na temat “WC-tki” dla Kublera miały miejsce, to ostatecznie nie została mu ona przydzielona. Tenisista pochodzący z Brisbane usłyszał, że z powodu problemów zdrowotnych nie może liczyć na wsparcie. – Byłem rozbity. Po prostu chciałem zostać nagrodzony za udany sezon. W pewnym stopniu tak się stało – pod koniec następnego sezonu przeszedłem piątą operację – kontynuował ironicznie tenisista.

Ryzyk fizyk?

W jego przypadku zwątpienia należy uznać za pewnik, ale trzeba o nich wspomnieć. Chociażby po to, aby zobrazować to, jak bardzo zależało mu na tenisie. A zależało mu do tego stopnia, iż w pewnym momencie, gdy nie mógł rywalizować, zajął się pracą trenerską – robił wszystko, aby zarobić na operację, która mogłaby mu pomóc w powrocie do touru. – Myślałem, że może tenis to nie jest to, co powinienem robić? Po każdej operacji kolano bolało mnie dokładnie w tym samym miejscu. “Nie będzie lepiej, tylko tracę wszystkie pieniądze licząc, że te operacje cokolwiek pomogą” – mówiłem.  Ostatnia z nich kosztowała mnie ponad 10 tysięcy dolarów.

Lekarze nawet w 2017 roku próbowali mnie odwieść od chęci gry na kortach twardych, ale ja im mówiłem, że po prostu potrzebuję pieniędzy. Musiałem zaryzykować, bowiem byłem zdesperowany. Nie było to coś na zasadzie: “Walić Was wszystkich, zrobię to”. Musiałem zarobić pieniądze i mi się to udało. Później to wyłącznie kontynuowałem. Przy okazji obiecałem sobie jedno – jeszcze jedna kontuzja kolana i koniec. Jestem na emeryturze. Chcę mieć dzieci w przyszłości. Chcę móc z nimi biegać. Nie chcę w wieku 35 lat musieć używać laski.

Nowy rozdział

Trudy przynoszą zaszczyty. Kubler wreszcie uwolnił się od kontuzji kolana i od razu widać efekty – 2018 rok to bez wątpienia najowocniejszy sezon w jego karierze. Wygrał dwa turnieje rangi ATP Challenger Tour (Playford, Winnipeg), wystąpił w głównej drabince trzech imprez wielkoszlemowych (Australian Open, Wimbledon i US Open – tam nawet przebrnął przez pierwszą rundę). Nie tylko wszedł do TOP 100 rankingu ATP, ale dokonał niesamowitego i w ciągu roku poprawił swoją pozycję o 841 miejsc! Znów nie musi się zamartwiać problemami finansowymi – na korcie zarobił już ponad 400 tysięcy dolarów, a sporą część tej kwoty stanowią nagrody z poprzedniej kampanii.

Obecnie nikt już nawet nie śmie nazwać Kublera “praworęczną wersją Rafaela Nadala”. Ślad po tym przydomku zaginął. Ba, 10 lat temu zapewne mało kto spodziewał się, że szczytem marzeń tego gracza będzie występ na Australian Open. Tak jednak jest i rzeczywistości nie da się nagiąć. Zawodnik z Brisbane ponownie otrzymał dziką kartę do zawodów rozgrywanych na obiektach Melbourne Park – tym razem lekarze nie zgłaszali żadnych przeciwwskazań – w związku z tym organizatorzy mieli prosty wybór.

Od zawodnika myślącego o zakończeniu kariery, mającego kilkanaście centów na koncie, w pewnym momencie więcej czasu spędzającego na salach operacyjnych niż na korcie, do “czarnego konia” Australian Open. Byłaby to piękna historia, prawda?

A szansa na dobry występ w Melbourne jest spora. W pierwszej rundzie jego oponentem będzie Thomas Fabbiano – gracz jak najbardziej do pokonania. Następnie może się przed nim otworzyć możliwość zagrania na jednej z większych aren – jeśli wygra na inaugurację, to najprawdopodobniej trafi na rozstawionego z “dziewiątką” Johna Isnera. Tak więc: szansa na to, aby znów mówiła o nim tenisowa społeczność, istnieje.

Teraz już wiecie za kogo trzymać kciuki w Melbourne!

2 komentarze

  • Tennisiak 9 stycznia 2019 Reply

    Ciekawi mnie to Twój wywiad z nim czy skądś wziąłeś? Bo źródła nie widzę.

    • Michał Pochopień 9 stycznia 2019 Reply

      Przy pierwszej wypowiedzi jest podane źródło. Player Voice. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

UA-120295791-1