Nienawidzi tenisa. Szczery czy rozstrojony emocjonalnie? Jaki jest Alexander Bublik?

Bardzo, ale to bardzo rzadko zdarza się, abyśmy jednocześnie byli w czymś dobrzy, ale również tego nienawidzili. Taka jest po prostu ludzka natura, że jeśli coś nam wychodzi, to automatycznie sprawia nam to przyjemność i przychodzi nam to łatwo. Dlatego, jeśli ktoś jest notowany w TOP 50 rankingu ATP, to należy uznać. Wróć. Nic nie trzeba uznawać. Jeśli ktoś jest jednym z najlepszych tenisistów na świecie, to bez wątpienia zna się na rzeczy. Wydawałoby się, że życie w błysku reflektorów i spędzanie jego większości na korcie od zawsze jest celem tych, którzy od młodzieńczych lat poświęcają wszystko, aby tego doświadczyć. Zupełnie inaczej do tematu podchodzi Alexander Bublik, który w ciągu ostatnich dni kilka razy przyznał, że nienawidzi tenisa. Czy jednak należy uznać to za szczere wyznanie, czy jednak towarzyszącą mu w danym momencie złość? 

Rosjanin pod kazachską flagą

Urodził się w Rosji. Mieszka w Rosji. Mimo to reprezentuje Kazachstan. Powodem tego nie jest pochodzenie, czy korzenie jego przodków. Alexander Bublik w 2016 roku uznał, że rosyjska federacja nie jest w stanie mu dać tego, czego oczekuje. Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze – można by rzec i nie będzie w tym krzty przesady. Jego zmiana narodowości ciekawie zbiegła się w czasie, bowiem kilka dni po tym, jak wziął udział w kazachskim turnieju rangi ATP Challenger Tour w Nur-Sułtanie, ogłosił, że będzie bronić barw tego kraju. Cała sytuacja nie wywołała jakiegoś ogromnego szumu, bowiem Bublik nie był pierwszy, który się na to zdecydował. Daleko nie trzeba szukać innych przykładów, bo podobnym śladem poszli Andrey Golubev, czy ostatnio dobrze sobie radzący Dmitry Popko.

Rosjanie nie musieli długo czekać na pstryczek z jego strony, bowiem kilka miesięcy później, zaczynając zmagania od eliminacji, doszedł do ćwierćfinału imprezy ATP 250 w Moskwie. Jego pogromcą okazał się Pablo Carreno-Busta, który następnie sięgnął po końcowy triumf.

To był jego pierwszy głośniejszy wynik, bowiem wcześniej wygrywał wyłącznie turnieje na poziomie ITF Futures. Pierwsze tytuły w ATP Challenger Tour zanotował rok później, kiedy to okazał się najlepszy w Aptos oraz Morelos. Tenisista grający pod flagą Kazachstanu (celowo nie piszę, że Kazach) na kilka dni wszedł nawet do TOP 100 rankingu (trwało to dokładnie dwa tygodnie), ale ostatecznie 2017 rok zakończył jako 117. tenisista świata. Kolejna kampania nie była dla niego szczególnie udana – wprawdzie zakończył ją triumfem w Bratysławie (tym samym turnieju, który przez wiele miesięcy był ostatnim startem Jerzego Janowicza), to jednak przez długi czas był notowany dopiero w trzeciej setce światowej klasyfikacji.

Za prawdziwy rozkwit jego talentu należy uznać 2019 roku, kiedy to nie tylko wygrał trzy turnieje ATP Challenger (Budapeszt, Pau i Monterrey), ale także zagrał w swoich dwóch pierwszych finałach w głównym cyklu – w Newport oraz w Chengdu. Dzięki temu – odkąd wszedł do grona najlepszych “100” tenisistów świata 22 kwietnia 2019 roku, stopniowo pnie się w górę.

“Najbrzydszy ze wszystkich sportów”

Obecnie Bublik jest notowany na 47. miejscu w rankingu ATP, co jest jego największym sukcesem w karierze. Chociaż 22-latek w ostatnim czasie poczynił ogromny progres, prezentuje miły dla oka styl gry (a już na pewno oryginalny), a także przez swoją bezkompromisowość jest w stanie w pewnych fragmentach meczów zagrozić najlepszym na świecie, to jednak sam powoduje, że najgłośniej nie jest o jego wynikach, a o tym, co robi na korcie oraz co mówi poza nim.

Większe zainteresowaniem tym tenisistą zaczęło się 7 lutego, kiedy to w pierwszej rundzie turnieju ATP w Marsylii nie wszystko szło po jego myśli. Henri Laaksonen, choć wyraźnie niżej notowany, przez długi fragment gry, przysłowiowo “grał mu na nosie”. Bublik nie tylko nie radził sobie na korcie, ale również gotowało się w jego głowie. Po jednym z przegranych punktów zaczął przeklinać wniebogłosy, chcąc przekazać światu, jak okropnym sportem jest tenis. “Ja ku*wa nienawidzę tenisa za całego serca. Pierd*lony tenis. Ku*wa, najbrzydszy ze wszystkich sportów! Nienawidzę każdego dnia, kiedy muszę w niego grać. Nienawidzę walczyć, nie podoba mi się to

Koniec końców Bublik mecz wygrał, a o jego monologu wcale nie mówiło się dużo. Sprawa ucichła, ale właściwie tylko na kilka dni, bowiem krnąbrny tenisista przypomniał o sobie po wywiadzie, którego udzielił francuskiemu “L’Equipe”. W nim znów dosadnie powiedział, co myśli o sporcie, który – bądź co bądź – jest dla niego sposobem na życie. – Mówiąc prawdę, nie widzę nic pozytywnego w uprawianiu tenisa. Gram tylko dla pieniędzy. Gdyby ich nie było, rzuciłbym to od razu. 

Mam siedem tatuaży i każdy z nich jest powiązany z konkretnym momentem w moim życiu. Ten o tenisie przypomina mi, że na co dzień mam do czynienia z dziwnym sportem – opowiadał.

Pewnie nie jeden z nas, wracając z pracy po ciężkim dniu, w którym spędziliśmy w niej osiem czy dwanaście godzin, pomyślał sobie: “Gościu, dawaj, zamienimy się!“. Dla jednych możliwość robienia tego, co się kocha, jest spełnieniem marzeń. Dla innych, jak dla Bublika, niekoniecznie.

O ile powyższe fragmenty wypowiedzi – moim zdaniem – nie powinny paść z ust tenisisty, który naprawdę nie ma na co narzekać, tak poniekąd zgodzę się z nim z tym, co powiedział później. Ile razy, w dobie dużej popularności zakładów bukmacherskich, przegrana faworyzowanego tenisisty niesie za sobą falę krytyki i hejtu. Przecież jak on mógł przegrać?! Bublik nie odkrył Ameryki, ale stara się przypomnieć, że tenisiści to także ludzie. Ich życie nie zaczyna się oraz nie kończy się na korcie. – Profesjonalny tenisista, nawet jak cierpi, musi stawiać czoła przeciwnikom każdego dnia. Nie możesz powiedzieć: “Nie czuję się dobrze, więc nie gram”. 

– Rozstałeś się z dziewczyną, rozwiodłeś się z żoną. Dalej musisz grać. A kiedy przegrasz, wszyscy pytają Cię dlaczego?! Ale idźcie do diabła, idźcie na kort, jeśli możecie to zrobić lepiej ode mnie.

Szczerość czy frustracja?

Biorąc pod uwagę to, jak Bublik zachowuje się na korcie, można stwierdzić, że powyższe słowa mógł wypowiedzieć pod wpływem emocji. Osobiście jednak uważam, że to nie jest tak, że ten tenisista nie lubi tego, co robi. Dochodząc do miejsca, w którym jest, musi kochać tenis. Słowa “nienawidzę tenisa” mówi pod wpływem tego, co go otacza. Bycie sławnym powoduje, że ucieka nam to, co najważniejsze, czyli radość. Bublik najprawdopodobniej wcale nie czuje tego, że przecież on to wszystko robi przede wszystkim dla siebie. Nieistotne jest to, co pomyślą inni, co powiedzą inni. 22-letni buntownik musi to poczuć. Musi znów zacząć cieszyć się tenisem. W przeciwnym razie pewnego etapu nie uda mu się przeskoczyć.

***

Nie chce być drugim Nadalem. Carlos Alcaraz-Garfia wkracza na salony

Dodaj komentarz

UA-120295791-1