Mogę być kolejnym polskim talentem, który z tego powodu przestał grać w tenisa

Jan Zieliński to bez wątpienia jeden z najbardziej obiecujących polskich tenisistów w ostatnich latach. Dla wielu może on być jednak postacią anonimową, a jest to związane z drogą, którą wybrał. 21-latek zamiast rzucić się na głęboką wodę i szybko rozpocząć zawodową karierę, zdecydował postąpić zupełnie inaczej – wybrał się do Stanów Zjednoczonych, gdzie mieszka od trzech lat i studiuje na prestiżowym Uniwersytecie w Georgii. Wkrótce jednak zamierza wrócić do rozgrywek i o sobie przypomnieć..

John Isner, Kevin Anderson, Steve Johnson, Nicole Gibbs, Danielle Collins. Wiesz co ich wszystkich łączy?

Tak, wszyscy wywodzą się z college’u.

Uważasz, że ten okres był dla nich swego rodzaju trampoliną, czy jedynie zabezpieczeniem przed potencjalnym niepowodzeniem tenisowym?

Na pewno za czasów uczelnianych podszkolili się nie tylko tenisowo, ale także mentalnie. Potwierdzają, że po uczęszczaniu na studia można grać zawodowo, a ja chcę być tego kolejnym przykładem.

Studiujesz zarządzanie sportem. Był to wybór na zasadzie: chcę zostać w sporcie, czy taki masz plan na siebie?

Chcę zostać w sporcie. Bez znaczenia, czy mi wyjdzie w tenisie, czy nie. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie po mojej myśli, ale chcę mieć plan “B” w postaci wykształcenia. A akurat ten kierunek wiąże się z tym, co chciałbym robić w przyszłości.

Jak trafiłeś na Uniwersytet w Georgii? Tajemnicą nie jest, że wyjazd do Stanów Zjednoczonych nie jest popularną praktyką wśród polskich tenisistów..

Nie jest to popularny kierunek, ale szeroko znany. Grając dobrze jesteś na celowniku uczelni, które proponują Ci stypendia, aby zachęcić do rozpoczęcia nauki. Praktycznie dla każdego wyróżniającego się młodego tenisisty istnieje opcja dołączenia do drużyny uniwersyteckiej.

College dla wielu z nas kojarzy się z tym, co widzimy w amerykańskich produkcjach filmowych. Imprezy, imprezy i jeszcze raz imprezy. Ma to odniesienie w rzeczywistości?

Jak się chce, to na pewno można zboczyć z właściwej drogi i pójść w imprezy, życie towarzyskie, co w konsekwencji powoduje zakończenie gry na wysokim poziomie. Było już wiele takich przypadków, dlatego powszechnie znany jest stereotyp zawodników, którzy rozmieniają się na drobne. Aczkolwiek jeśli jesteś zmotywowany, zdeterminowany w marszu po sukces, to właśnie podczas studiów masz więcej możliwości, niż gdziekolwiek indziej.

Łączenie nauki z treningami to temat, który codziennie przewija się w twoim życiu codziennym.

Tak, na pewno nie jest łatwo, ale wszystko jest zależne od odpowiedniej motywacji. Mamy nie tylko mało wolnego czasu, ale również czasu, który muszę poświęcić na naukę – najważniejszym punktem dnia jest tenis – treningi, wyjazdy, turnieje.

Rozgrywki NCAA to najważniejszy turniej, jeśli chodzi o uczelniany sport.

Tak, w tym roku rywalizowałem wyłącznie drużynowo, ale odpadliśmy w pierwszej rundzie. Miałem grać także w singlu, jednak odpuściłem, bowiem wolałem wrócić do Polski dwa tygodnie wcześniej i odpowiednio się przygotować do turnieju rangi ATP Challenger Tour w Poznaniu (Zieliński w parze z Michałem Dembkiem doszedł do półfinału debla – przyp. autor).

Został ci już jedynie rok studiów – następnie wracasz do zawodowych, regularnych co tygodniowych występów?

Tak, taki jest plan, ale jego powodzenie jest zależne od środków finansowych. Prawda niestety jest taka, że bez sponsora nie da się daleko zajść.

Co ma wpływ na to, że wielu zawodników z czołówki rankingu gry podwójnej ATP ma za sobą przeszłość w college’u? Szukać długo nie trzeba – Marcin Matkowski, Bob i Mike Branowie, Robert Farah czy Jean-Julien Rojer. Powszechnie wiadomo, że w uczelnianych rozgrywkach największym dobrem jest sukces zespołu, więc może to jest klucz do późniejszej kariery deblisty?

W Stanach Zjednoczonych, na uniwersytetach, kładzie się bardzo duży nacisk na debla. Wszyscy przywiązują do tego dużą uwagę, a u nas jest to bardzo zaniedbane. Wielu graczy traktuje grę podwójną jako rozgrzewkę przed właściwym startem, czyli tym w singlu. Natomiast w Stanach bardzo ważna jest gra wolejowa, styl serve&volley i granie debla, że tak powiem poprawnie – wchodzenie na siatkę, przecinanie uderzeń rywali. A nie granie po przekątnej, tak jak ma to miejsce w Europie.

Orientujesz się w reformie, którą pod nazwą Transition Tour ma zamiar od przyszłego roku wprowadzić ITF?

Szczerze powiedziawszy nie.  Mniej więcej wiem jak to będzie wyglądać. Mniej Futuresów, osobny ranking. Ma to wejść od stycznia, a ja i tak do gry przystąpię dopiero po zakończeniu studiów, czyli pod koniec maja. Wtedy będzie to już funkcjonowało kilka miesięcy i tak na dobrą sprawę dopiero wówczas dowiem się co i jak. W tej reformie jest wiele małych kruczków, napisałem kilka maili, aby dowiedzieć się czegoś więcej, ale nie dostałem jakiejkolwiek odpowiedzi, dlatego odpuściłem temat.

Manuel Diaz. Prawdziwa legenda Uniwersytetu w Georgii. Trener, który sekcję tenisową poprowadził do czterech drużynowych triumfów w NCAA.

W Stanach Zjednoczonych, w takim college’owym świecie, jest znany jako jeden z najlepszych szkoleniowców. W końcu to on wyprowadził wielu zawodników do zawodowych rozgrywek, w tym Johna Isnera. Jest uznanym oraz bardzo dobrym trenerem. Ma niezwykle doświadczenie w szkoleniu młodych graczy i super podejście do treningów. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć. że w ostatnich dwóch-trzech latach dzięki niemu zrobiłem ogromny krok w przód. Wiele nauczył mnie w takich aspektach, jak podejście do sportu czy profesjonalizm – jestem mu za to niezmiernie wdzięczny.

Jak to wyglądało z Twoim pójściem do college’u? Była to stricte Twoja decyzja, czy może ktoś Cię zachęcił do jej podjęcia?

Sytuacja wyglądała tak, że kontaktowano się ze mną już kilka lat przed tym, jak poszedłem na studia. Od bardzo dawna wiedziałem, że jest taka możliwość. Czy ktoś mi o tym powiedział? Sam na to wpadłem z rodzicami i można powiedzieć, że to była obopólna decyzja. Brak środków finansowych to jest bariera, której w tenisie nie przeskoczysz. Patrząc z perspektywy czasu to była najlepsza decyzja, jaką mogłem podjąć.

Jak zmieniła się sytuacja w ciągu ostatnich kilku lat? Można teraz liczyć na większe wsparcie?

Są jakieś projekty, ale jest jeszcze za wcześnie, aby je oceniać. Trzeba szukać szczęścia, grać, dawać sobie szanse. Jeśli mi nie starczy środków, to mogę być kolejnym polskim talentem, który z tego powodu przestał grać w tenisa. Liczę, że znajdzie się ktoś, kto w jakimś stopniu wesprze mnie finansowo.

W młodzieżowych drużynach reprezentacji Polski grałeś z Hubertem Hurkaczem oraz Kamilem Majchrzakiem. Aktualnie oni są plasowani w TOP 200 rankingu ATP. Nie żałujesz, że nie jesteś w podobnym miejscu co oni?

Ja wybrałem inną drogę, więc w żadnym stopniu nie jestem rozżalony. Kibicuję im z całego serca, bo jest to dwójka moich przyjaciół, z którymi mam kontakt każdego dnia. Nie ma tutaj mowy o jakiejkolwiek zazdrości i myśli typu” O, też mogłem tam być”. Oni mieli to szczęście, że mieli lepszą sytuację finansową, większe wsparcie oraz łatwiejszy start. Przede wszystkim szybciej zaczęli wygrywać turnieje, a dla mnie to była bariera. W związku z tym podjąłem decyzje, że muszę wybrać inną drogą niż oni. Ale nic straconego – jak za rok skończę studia to będę przed 23. urodzinami. Mam wiele czasu, aby zrobić karierę. Jak wrócę do gry, to mam nadzieję, że Hurkacz i Majchrzak będą już w TOP 10 – nie będzie żadnej zazdrości, a jedynie radość po ich sukcesach.

Po zakończeniu studiów zamierzasz skupić się głównie na rozgrywkach deblowych?

Tak, patrząc na wyniki i moje możliwości – debel będzie najważniejszy. Patrząc jednak na te reformy, trudno powiedzieć co będzie za rok. W Poznaniu doszedłem do półfinału i mam 33 punkty w rankingu ATP. Obecnie daje to miejsce pod koniec pierwszego tysiąca, ale po tym, jak znikną punkty z Futuresów, mogę się przesunąć w okolice 300. miejsca. Nie mam pojęcia na co pozwoli mi taka pozycja. Wiadomo – te punkty nie będą się utrzymywać całe życie. Będę miał kilka tygodni, aby podłapać kogoś wyżej notowanego, zgłosić się z nim do Challengerów i zanotować tam dobry wynik. Będzie to duża szansa, ale tutaj znów pojawia się problem, bo wiąże się to z kolejnymi wydatkami. Debel to nie jest dochodowy interes.

Czyli podsumowując – plan jest taki, aby po zakończeniu studiów wrócić do Europy i w ciągu kilku tygodni zdobyć jak najwięcej punktów?

Wszystko zależy od tego, jak długo będę musiał być w Georgii. Jeśli będę brał udział w drużynowych rozgrywkach NCAA do samego końca, to zagram pewnie także singla, co oznacza, że zostanę tam do końca maja. To, że w tym roku wróciłem w połowie maja, to był wyjątek. Na dodatek po całym roku grania w uczelnianych rozgrywkach jestem wykończony nie tylko fizycznie, ale także mentalnie. W takim momencie bardziej potrzebuję odpoczynku, niż dalszego grania. Szczególnie, że czeka mnie rywalizacja na innej nawierzchni, bo w Europie będę szukał turniejów na kortach ziemnych, gdyż imprez na hardzie praktycznie nie ma.

W jednym z ostatnich wywiadów powiedziałeś, że najbardziej tęsknisz za polskim jedzeniem.

Tak, jedzenie w Stanach Zjednoczonych jest bardzo tłuste. Mięso jest tam tak naszpikowane sterydami, że osobiście od stycznia już go nie jem. Schudłem trzy-cztery kilogramów, a co najważniejsze czuje się zdecydowanie lepiej.

Jakbyś miał zachęcić młodszych adeptów tenisa – dlaczego warto iść do college’u?

Myślę, że warto dać sobie szansę, mieć plan “B” na przyszłość i nie być stricte ukierunkowanym na sport. Droga jest bardzo długa, bardzo ciężka. Sporo w niej zlotów i upadków. Oczywiście – jeśli idzie, to trzeba przeć do przodu jak się da. College jest jednak czymś, co żadnych dróg na zawodowe granie nie zamyka, a otwiera mnóstwo możliwości, które mogą ci w przyszłości ułatwić życie. Jedziesz w obce miejsce, musisz dorosnąć, rozpocząć nowe życie. Do college nigdy nie trzeba jechać na cztery lata, można tam spędzić krótszy okres. Trenerzy są skorzy do współpracy, z tym nie ma problemu. Nie każdy jest Federerem czy Nadalem. Jeśli nie wyjdzie, to warto mieć takie wykształcenie i amerykański papierek, który może otworzyć przed Tobą wiele perspektyw. Niekoniecznie będę się musiał zajmować trenerką, jak najczęściej ma to miejsce w przypadku zawodników, którym w tenisie się nie udało.

Czyli co – mogę Ci życzyć, aby za kilka lat mój rozmówca powiedział mi, że poszedł do college’u, bo szlaki przetarł mu Jan Zieliński?

Jasne. Mi szlaki przetarł Marcin Matkowski, który w Stanach Zjednoczonych spędził trzy lata, a teraz jest w czołówce. Także Piotrek Łomacki miał dużo wpływ na to, że na to się zdecydowałem. Fajnym przykładem jest Cameron Norrie, który niedawno na Twitterze śmiał się, że rok temu u nas w Athens przygotowywał się do rozgrywek NCAA, a teraz gra główny turniej Rolanda Garrosa. Sam się pozytywnie zaskoczyłem tym, jaki jest poziom uczelnianych rozgrywek. Na początku byłem jedynie czwartą czy piątą rakietą drużyny, dopiero po kilku miesiącach zacząłem sobie radzić lepiej i gram jako “jedynka” bądź “dwójka”. Śmiało można powiedzieć, że czołówka gra na poziomie TOP 300-500 na świecie.

Ważne jest także to, jak to wszystko funkcjonuje w Stanach Zjednoczonych, a jak to wygląda w Polsce. Tam panuje zupełnie inna mentalność, każdy ma wszczepiony gen zwycięzcy. Potem oni mają 15 albo 20 zawodników w TOP 200 rankingu ATP, a nasz kraj staje na głowie, gdy Hurkacz gra w drugiej rundzie Rolanda Garrosa.

fot. Georgia Tech

Dodaj komentarz

UA-120295791-1