Łatwiej byłoby mi się przebić do czołówki ATP nie wygrywając tych imprez wielkoszlemowych

Aktualnie w pierwszej “100” rankingu ATP plasuje się zaledwie sześciu tenisistów urodzonych w 1994 roku. Są to Lucas Pouille, Dominik Koepfer, Gregoire Barrere, Jordan Thompson, Thiago Monteiro oraz Gianluca Mager. Tymczasem, gdyby ktoś w 2012 roku zapytał o to, kto z 18-latków ma największe szanse na zrobienie kariery, w większości odpowiedź byłaby taka sama. Filip Peliwo. Kanadyjczyk, który we wcześniej wspomnianym roku zagrał w czterech finałach juniorskich turniejów wielkoszlemowych, a dwa z nich wygrał (Wimbledon i US Open), jak dotąd jednak nie miał okazji zadomowić się w największych turniejach. Porozmawiałem z nim właśnie o tym, co mu w tym przeszkodziło, ale także o jego związkach z Polską, o których mogliście nie mieć pojęcia. A te są bardzo duże!

Michał Pochopień: Zacznijmy od kwestii, która mnie najbardziej intryguje. Filip Peliwo – Polak reprezentujący Kanadę czy Kanadyjczyk o polskich korzeniach? Możesz także przedstawić historię Twojej rodziny, bo z tego, co się dowiedziałem, jest ona bardzo związana z naszym krajem.

Filip Peliwo: Ja jako jedyny z mojego rodzeństwa urodziłem się w Kanadzie, bo mój brat i siostra przyszli na świat w Polsce. Moi rodzice pochodzą z Krakowa oraz z Zakopanego. Czuję się Kanadyjczykiem, bo tutaj przyszedłem na świat, ale przez to, że moja rodziny jest z Polski, to też czuję się Polakiem. Powiedziałbym, że trochę Kanadyjczyk i Polak. Nie mogę powiedzieć, że albo to, albo to.

Myślałeś kiedykolwiek o reprezentowaniu Polski? Ktoś z naszego związku kontaktował się z Tobą?

Gdy miałem 14 lat i brałem udział w Orange Bowl, to poznaliśmy, hmm, jeśli pamiętam dobrze to był to Maciej Synówka, który reprezentował polską federację. Rozmawialiśmy z nim o mojej potencjalnej grze dla Polski, bo trochę ciężkie były moje relacje z rodzimym związkiem. Pojawiło się kilka opcji, aby Polski Związek Tenisowy mi pomógł, ale Tennis Canada zaczęło się bardziej angażować, przez co łatwiej było mi zostać tutaj i reprezentować kraj, w którym się urodziłem. Poza tym, to także większa federacja.

Jakie są Twoje stosunki z Polską? W końcu płynnie mówisz po polsku, bywasz w naszym kraju.

Moi rodzice akurat wrócili do Krakowa, dlatego bywam tam często. Od czasu, gdy byłem dzieciakiem, podróżowałem tam kilka razy. W Polsce mam jeszcze dziadków oraz babcie. Natomiast kuzyni, ciocie i inny wujek są w Kanadzie czy w Szwecji.

Peliwo wraz z 95-letnim dziadkiem w Krakowie

Jeśli nie zawiódł mnie research, to jeszcze nigdy nie grałeś w polskim turnieju. Skontaktować się z organizatorami polskich challengerów, w sprawie dzikich kart dla Ciebie? Mogę szepnąć kilka miłych słów! (śmiech!), w końcu kilka takich imprez mamy!

Od zawsze chciałem zagrać w Polsce, ale po prostu Wasze turnieje ATP Challenger Tour odbywają się na clayu, a ja na tej nawierzchni ostatnio gram mało! Plan był taki, że spróbowałbym zagrać w Polsce w tym roku, ale przez ten wirus pewnie to się nie stanie. Kiedyś jednak na pewno zagram – byłoby fajnie!

Po tym, jak w 2012 roku zagrałeś w finale każdego turnieju wielkoszlemowego, a dwa z nich wygrałeś, określono cię mianem wielkiego tenisisty. Jak z perspektywy czasu traktujesz te osiągnięcia? Pomogły Ci one w dalszej karierze, czy raczej przeszkodziły i stworzyły tylko dodatkową presję?

Myślę, że te osiągnięcia w rozgrywkach juniorskich w jednej stronie mi pomogły, bo dzięki temu miałem przed sobą parę opcji, miałem okazję pracować z dobrymi trenerami, ale przez to także borykałem się z ogromną presją. Choć dziwnie to zabrzmi, to łatwiej byłoby mi się przebić do czołówki ATP nie wygrywając tych imprez wielkoszlemowych. Próbuję za bardzo nie myśleć, co by było gdyby. Tak naprawdę, to po prostu trzeba pracować i starać się jak najwyżej dojść w rankingu.

Co wówczas czuł 18-letni Filip Peliwo? Myśli pewnie sięgały największych turniejów świata, batalii z największymi gwiazdami naszego sportu.

Na pewno myślałem, że trochę szybciej osiągnę poziom czołówki, że minie jedynie parę lat i będę grać w największych turniejach. Sądziłem też, że będę wyżej w rankingu ATP, przynajmniej taki był plan. Z tyłu głowy jednak miałem świadomość, że może to zająć więcej czasu. Tak też było w juniorach, gdzie też od samego początku nie odnosiłem dobrych wyników, musiałem się przebić.

Wiem, że dojdę do momentu, kiedy regularnie będę rywalizować w najważniejszych rozgrywkach. Po prostu potrwa to trochę czasu – wiedziałem, że sukces nie nadejdzie od razu po zakończeniu zmagań w juniorach.

Jako tenisista, który przeżył to na własnej skórze, uważasz, że określanie wielkimi talentami tenisistów czy tenisistek, którzy wygrali juniorskie wielkie szlemy, jest słuszne? Czy może jednak triumf w takich zawodach niekoniecznie jest miarodajny?

Dobre rezultaty w juniorskich turniejach, szczególnie, gdy mowa o wygrywaniu Wielkich Szlemach, to wiadomo, że mowa o dobrych zawodnikach i zawodniczkach. Trudno jednak powiedzieć, czy uda im się przebić do najważniejszych turniejów i jak długo im to zajmie.

A gdybyś mógł odbyć podróż w przeszłość i porozmawiać z 18-letnim Filipem, to co powiedziałbyś mu po 2012 roku, kiedy wygrał dwa turnieje wielkoszlemowe i zagrał w dwóch kolejnych finałach?

Ciężko powiedzieć, co bym sobie wtedy powiedział. Pewnie, że muszę się przygotować, iż przebicie do touru zajmie sporo czasu. I, że nie ma co się podniecać kilkoma dobrymi rezultatami i nie mogę sobie pozwolić na utratę koncentracji. Po prostu, aby trzymać drogę.

Peliwo po wygraniu juniorskiego US Open w 2012 roku

Mówisz o tym, że jesteś pewny, że prędzej czy później wejdziesz do TOP 100 i ATP Tour – nie ma w tym nic oryginalnego, bo nie znam tenisisty, który nie powiedziałby tego samego. W przeszłości grałeś już z tenisistami z tej grupy i bilans masz nie najgorszy – sześć wygranych i 11 porażek. Gdybyś jednak miał wybrać jeden, największy argument, przemawiający za tym, że stać cię na bycie częścią TOP 100, to co by to było?

Myślę, że od zawsze generalnie wiem, jaki mam poziom, jak dobrze gram i jak sobie radzę z wyżej notowanymi zawodnikami. Wygrałem przecież z Matteo Berrettinim, gdy on się przebił do TOP 100, wcześniej z Jarkko Nieminenem i innymi solidnymi tenisistami. Mam potencjał, aby tam być, ale przebicie się jest ciężkie. Rozmawiałem zawodnikami, którzy byli, albo są w TOP 100 i wszyscy są zgodni. Przebicie się do tego grona, to najtrudniejsza część zadania. Gdy już tam jesteś, to jest trochę łatwiej, bo więcej punktów dostajesz za każdy start. Wiem, co potrzebuję, aby tam dojść, teraz po prostu trzeba to zrobić.

Patrząc na Twoja karierę, to dużo w niej wzlotów i upadków. Gdy wydawało się, że stabilizowaleś swoją pozycje w TOP 200-300, przytrafiały ci się serie porażek, które kosztowały cię spore spadki w rankingu ATP. Czy problemem jest tylko brak regularności czy miały na to wpływ inne sprawy?

Przed laty miałem kilka kontuzji, do tego dochodziły zmiany trenerów. Po prostu dużo rzeczy się zmieniało w mojej grze, a także w moim życiu. Przez to, przez przynajmniej kilka lat, trudno było mi trzymać regularność i spadło mi confidence (pewność siebie). Przez to zdarzyło się przegrać kilka meczów, których nie powinno się przegrać. Wygrywam mecze z rywalami z TOP 100, a później przegrywam z spoza TOP 400, choć nie mówię, że tacy tenisiści nie potrafią grać.

Jako doświadczony tenisista jesteś zadowolony z tego, co osiągnąłeś? Czy 161. miejsce na świecie, które zajmowałeś w najlepszym okresie swojej kariery i jeden wygrany turniej ATP Challenger Tour nie powoduje u Ciebie spełnienia?

Na pewno nie mogę powiedzieć, że 161. miejsce na świecie, które zajmowałem, to pozycja, w której chciałbym być. Od zawsze marzyłem o byciu numerem jeden, czy graniu w imprezach wielkoszlemowych i wygrywaniu z najlepszymi zawodnikami. Oczywiście, cieszyłem się, gdy osiągnąłem najwyższą pozycję w karierze, ale nie mogę powiedzieć, że osiadłem na laurach i powiedziałem, że zrobiłem to, co chciałem zrobić. Na pewno chciałbym przebić się do pierwszej setki rankingu ATP. To jest bariera, za którą wygrywa się większe pieniądze, można grać w najważniejszych turniejach. Wówczas można mówić o naprawdę profesjonalnym poziomie. ATP Challenger Tour również stoi na wysokim poziomie, rywalizacja jest wyrównana, ale nie można powiedzieć, że można tam dobrze zarabiać. Gdy zajmowałem 161. miejsce to troszkę więcej zarabiałem, niż wydawałem na podróże i hotele. Wiadomo, że pieniądze to nie wszystko, ale zawsze łatwiej jest grać, gdy nie czuje się presji związanej z pieniędzmi. Gdy wiesz, że przegrasz w pierwszej rundzie, czy nie masz najlepszego turnieju, to ze spokojem możesz opłacić wszystkie wydatki. Na pewno chcę osiągnąć wyższe, wyższe.. osiągnięcia? Sorry, dawno nie rozmawiałem poważnie po polski, dlatego teraz szukam odpowiednich słów! (śmiech) Na pewno, ciągle wspominane 161. miejsce to nie jest to, co chciałbym wspominać po zakończeniu kariery.

Jak na Twoje życie wpłynęła obecnie panująca na świecie sytuacja? Wielu tenisistów znalazło się w tarapatach, a cały świat, także ten tenisowy, już nigdy nie będzie taki sam. Jakie zmiany – gdy sytuacja zostanie opanowana – będą według Ciebie najpoważniejsze?

Świat nigdy nie będzie taki sam. Czy ten codzienny, czy ten tenisowy. Z tego co czytałem, to będziemy musieli mieć, hmm – nie pamiętam, jak to się mówi – vaccination.

Szczepionka.

Tak! Słyszałem, że bez tego nie będziemy mogli grać. Nie wiemy jednak, kiedy doktorzy będą mieć szczepionkę. To może trwać parę miesięcy, a nawet i rok. W międzyczasie nie wiem, co będziemy robili. Ja osobiście staram się trenować fizycznie, bo w tenisa nie da się grać, bo korty są zamknięte. Po prostu musimy czekać, kiedy odbędą się turnieje. Nie możemy zarabiać, a przecież mamy codziennie wydatki. Ciężka sprawa, nie tylko dla tenisistów. Naprawdę nie mam pojęcia, jak wszystko będzie wyglądało, gdy wrócimy do rywalizacji. Spodziewam się wielu zmian.

Synonim zmarnowanego talentu

Temat szczepionki jest często poruszany przez tenisistów, ale nie wszyscy są do tego przychylnie nastawieni. Novak Djokovic przyznał, że nie jest za takim rozwiązaniem. Dopuszczasz do siebie myśl, że w 2020 roku nie będzie już zawodowych rozgrywek, a pozostaną tylko krajowe ligi? W końcu tenis to na tyle międzynarodowy sport, ze przemieszczanie się z kraju do kraju to wręcz codzienność. A nie wyobrażam sobie sytuacji, gdy Tour zostanie wznowiony, ale nie każdy tenisista będzie mógł grać, bo np. w jego kraju nadal panuje koronawirus.

Djokovic nie jest pewny, czy będzie chciał się zaszczepić, ale ja uważam, że trzeba będzie to zrobić. Sytuacja jest trudna i szczepionka będzie potrzebna, aby tour mógł funkcjonować. Tak jak mówisz – nawet, jak jeden zawodnik będzie zarażony, to wszyscy mają problem. Nie zdziwię się, jeśli tour się zmieni i więcej będzie krajowych zawodów, i będzie to normalnością w przyszłości.

Djokovic, Federer i Nadal zamierzają zorganizować akcje, w której tenisiści notowani na miejscach 250-700 w rankingu ATP dostaną pomoc finansowa w postaci 10 tysięcy dolarów. Na Twoim przykładzie, jeśli wszystko dojdzie do skutku, jakie znaczenie miałaby taka kwota? Bo w końcu należy się ona także tobie – jesteś notowany w czwartej setce.

Na pewno ta akcja pomoże zawodnikom. Dla mnie byłaby to spora pomoc, bo tak, jak mówiłem – nie zarabiałem dużo, nawet grając w lepszych turniejach. Ostatnio też nie miałem dobrej passy, więc pewnie więcej wydawałem, niż zarabiałem.

Na jak wiele może pozwolić ci wspomniane 10 tysięcy dolarów, które maja dostać tenisiści z pozycji 250-700. Na ile tygodni spędzonych w tourze pozwoliłby ci zastrzyk takiej kasy?

Wszystko zależy od tego, gdzie bym grał. Ale gdybyśmy uznali, że gramy turnieje rangi ATP Challenger Tour w Kanadzie i miałbym opłacone hotele albo mieszkałbym u znajomych, to 10 tysięcy dolarów wystarczyłoby na całe lato. Jeśli chciałbym polecieć do Azji, czy Europy, to pieniędzy starczyłoby na dwa miesiące. Ale to zależy. Wszystko się może zmienić, bo czasem loty, tak samo, jak hotele, są droższe albo tańsze.

Należy się spodziewać, że wielu tenisistów, którzy regularnie rywalizowali w rozgrywkach ATP Challenger Tour, czy ITF Futures, nie zobaczymy już na zawodowych kortach? Tacy tenisiści raczej nie mieli okazji do odłożenia pieniędzy, a każdy kolejny tydzień bez gry wręcz zmusza ich do szukania innego zajęcia, aby pozyskać środki na życie.

Na pewno może się okazać tak, że dużo zawodników z Futuresów, czy Challengerów przestaną grać w tenisa. To jest ogromny wydatek, aby dojść do TOP 100 albo TOP 150 na świecie. Jestem praktycznie pewny tego, że wielu było takich, którzy nie mogli odłożyć pieniędzy i teraz nie będą mogli wrócić do rozgrywek. Bo, aby wrócić i znowu grać, to potrzeba przynajmniej 10 tysięcy dolarów albo euro. To będzie trudne dla wielu tenisistów i tenisistek.

Czysto hipotetycznie, dając się ponieść wyobraźni. Gdybyś miał wyjść na kort po raz ostatni i mógł wybrać swojego rywala. Kto by to był?

Myślę, że. jakbym mógł brać rywala na swój ostatni mecz, to byłby to ktoś taki, jak Djoković, Nadal czy Federer. Z Federerem czy Nadalem rozegralibyśmy naprawdę super mecz. Oni niesamowicie walczą, to dwaj najlepsi zawodnicy w historii. To byłoby świetne doświadczenie, aby zobaczyć, jak moja gra, mam nadzieję, że w najlepszej odsłonie, wyglądałaby na ich tle!

Wielu tenisistów ten rok zakończy z ogromnym minusem, ale musimy jakoś to przeżyć

Dodaj komentarz

UA-120295791-1